poniedziałek, 23 stycznia 2017

Pizzeria, praca czyli jak dostać na łeb w 8 godzin !


Dość dawno mnie tutaj nie było, a gdybym miała być szczera już parę razy zbierałam się do pisania. Ostatnio działo się tyle rzeczy, że nie starczyłoby miejsca aby to wszystko opisać!

Ale ja jak to ja! Spróbuję!

W końcu dostałam tą swoją długo wyczekiwaną pracę. Stres osiągał zenitu. Wyobrażasz sobie, że na rozmowie o pracę szef pytał mnie nawet gdzie pracuje moja matka? Nie? Ja też, nie wyobrażałam sobie, dopóki nie musiałam odpowiadać na takie pytania... Gdybym miała być szczera to kiedy pierwszy raz na niego spojrzałam od razu coś mnie odpychało. Znasz to uczucie, kiedy spojrzysz na kogoś i od razu mu nie ufacie, bo "źle mu z oczu patrzy?” Dokładnie taką osobą był mój szef.
Wyobraź sobie... Wchodzisz do pracy, a osoba dowodząca całym biznesem obraża pracowników. Niby żartem, niby nie... Co robisz? Bierzesz nogi za pas i uciekasz, bo zdajecie sobie sprawę, że ciebie też to czeka jeśli zostaniesz na dłużej? Tak, normalna osoba zapewne tak by zrobiła, ale nie ja… Jak już zauważyliście zawsze podejmuję decyzje różniące się od wszystkich innych. Zostałam - co było moim najgorszym błędem, a zarazem najlepszą decyzją. Dlaczego?

Tak jak się spodziewałam szef raczej nie należ do ludzi normalnych. Wiedzieliście, że można źle wyjmować ciasto z tacki? Nie? To nie jesteście jedyni ponieważ ja też nie, ale przekonałam się, że można robić to źle. Byliście kiedyś u kogoś w domu kiedy była kłótnia lub zapowiadało się na nią? Czuliście, jak powietrze gęstnieje tak bardzo, że można powiesić siekierę i zestaw noży kuchennych? Taka właśnie atmosfera panowała w lokalu, gdzie pracowałam. Oczywiście tylko podczas obecności szefa - warto to dodać.

Kiedy nie ma kota, myszy harcują - nie wierzyłam w realność tego powiedzenia - do soboty. Wraz z zamykającymi się za szefem drzwiami robiło się lżej, mniej nerwowo. Znaczy... “mniej nerwowo”... dla kogo mniej, dla tego mniej!
Znasz to uczucie, kiedy ktoś irytuje cie tak bardzo, że chcesz chwycić patelnię i po prostu trzasnąć mu nią w "garnek "? Co zabawne, albo i nie... Od pierwszych słów, które do ciebie ta osoba wypowiedziała? Nie? To zazdroszczę! Będę go nazywała "P". Pierwsze godziny pracy z "P" były testem mojej anielskiej cierpliwości, którą "P" testował na różne sposoby. Jak okazało się z czasem, nie taki diabeł straszny. Ludzie mają różne odsłony - często grając pajaca, lecz naprawdę tacy nie są. Nie był on jedynym pracownikiem. Była też kolejna "P" (Jak słusznie zauważyła moja przyjaciółka, pasowałam tam idealnie pod względem inicjałów - tylko pod tym).
Kiedy szef wrócił wygłupy się skończyły, a gęstość powietrza wróciła do poprzedniego stanu. Co było moim największym błędem? To, że nie uciekłam stamtąd w czas.
To, że źle wyciągnęłam ciasto z tacki to pikuś - schody zaczęły się wtedy, kiedy źle układałam kciuki przy formowaniu ciasta. Wszystko czego dotknęłam było źle. Kojarzysz taką sytuację, gdy piszesz do kogoś sms-a lub dzwonisz, a ktoś stoi za waszymi plecami i czyta albo bacznie podsłuchuje? Taaak... Ledwo otworzyłam usta mówiąc 'pizzeria słucham", a szef już dawno stał za moimi plecami uważnie analizując każde moje słowo. Czy nadal tam pracuje? Nie. Dlaczego? Sami się chyba domyślacie.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Nie jeździjcie deskorolką po balkonie! Tym oto pięknym, żartobliwym akcentem żegnam się z wami ciepło 😗

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz