Złota klatka bezpieczeństwa ? Może zaczniemy od podstaw. Każdy miał w życiu sytuacje, kiedy chciał uciec od piętrzących się problemów-zamknąć się w takiej „złotej klatce". Tak było w moim przypadku.
Czemu akurat dziś pisze o tym ? Ponieważ sama się w niej zamknęłam i ani śniło mi się z niej wyjść. To tak jak z naszą strefą komfortu-nie chcemy robić czegoś, co wymaga od nas przekroczenia barier. Chcemy tkwić tam, gdzie nam wygodnie. Błąd ! Jestem zdania, że wszystko jest lepsze od stania w miejscu-jakikolwiek ruch świadczy o naszym samorozwoju. Nie ważne czy jest błędny, czy prawidłowy-zawsze trzeba coś robić.
Wyobraźcie sobie siebie sprzed paru lat a teraz spójrzcie na „was” teraźniejszych. Wiele się zmieniło prawda ? Czy na pewno ?
Będąc w gimnazjum byłam osobą, która miała sobie bardzo dużo do zarzucenia-kompleks gonił kompleks. Byłam bardzo zamknięta w sobie i nieśmiała co za tym szło nigdy nie potrafiłam wyrazić swojego zdania a tym bardziej obronić go. Nie lubiłam rozmawiać z ludźmi a jedyne co sprawiało mi radość to czytanie i pisanie. Zamiłowanie do „tworzenia” zaszczepiła we mnie moja gimnazjalna polonistka -za co jestem jej naprawdę wdzięczną. A dziś ? Dziś nie mogę powiedzieć, że zmieniłam w sobie wszystko, ale wiele na pewno. Przestałam być aż tak nieśmiała i zakompleksiona. Stałam się hm.. Bardziej pewna siebie. Tak to chyba można określić. Trochę zmieniły się moje pasje i ludzie, wokół których się obracam. Przestałam brać tak wiele rzeczy do siebie, dzięki czemu stałam się na pewno szczęśliwsza.
Na czym polegał a moja „złota klatka” ? Myśle, że na stworzeniu własnego świata wyprutego z krzywd, niewygodnej prawdy i wyzwań, które jakby nie było życie stawia nam każdego dnia. Bałam się komukolwiek zaufać, bo co jeśli ta osoba zburzy mój świat ? Co, jeśli zawiedzie ? Znacie to prawda ?
Z czasem przekonałam się, że to nie jest rozwiązanie-wprost przeciwnie. Zastanawialiście się kiedyś jak to jest wyjść z takiej „klatki"? Jak to jest być szczęśliwym poza strefą swojego komfortu ? Myślę, że na tym polega prawdziwe życie. Na otwieraniu się, na ryzyku, na przegrywaniu i wygrywaniu, na złych i dobrych wyborach. To wszystko nas kształtuje prawda ?
Ostatnio wpadłam w refleksje nad sobą samą, nad tym, co jest, co było i co mogło być. Do jakiego doszłam wniosku ? Trzeba się otworzyć i zaryzykować-chociażby spróbować. Znacie powiedzenie „kto nie ryzykuje ten nie pije szampana” ? Czasem po prostu trzeba sobie na coś pozwolić, a co będzie później ? Wszystko wyjdzie w praniu. Nie można wiecznie żyć tym " co by było, gdyby". Nie raz trzeba wziąć"teraz” w ręce i zrobić coś-cokolwiek byle by nie stać w miejscu. Myslę, że nawet te złe rzeczy są nam potrzebne, by ukształtować to, kim jesteśmy. Zauważyliście tę zależność, że gdy dostajemy przysłowiowo po dupie nasz charakter się zmienia ? Stajemy się w pewnym sensie silniejsi, nie do zdarcia.
Jesteśmy młodymi osobami czasem po prostu trzeba sobie powiedzieć „niech się dzieje co chce” i po prostu nie myśleć nad tym, co może się stać. Co ma być to będzie. Czemu mielibyśmy się przejmować czymś, na co kompletnie nie mamy wpływu ?
Myślę, że nikt nie lubi żyć pod „kloszem". Spróbujcie czasem zrobić coś hm... ryzykownego.
Bo jak nie teraz to kiedy ? Jak pojawi się żona/mąż i dzieci ?
Czasem nie można myśleć zbyt wiele- spontaniczność to dobra cecha.
https://www.youtube.com/watch?v=V2V9kJ-DRr4 - Piosenka na dziś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz